Przeglądając propozycje codziennych posiłków publikowanych kiedyś na łamach magazynów dla pań czy w poradnikach kulinarnych nie można oprzeć się wrażeniu, że brakuje nam dziś w kuchni nieco fantazji. Rozpieszczeni dostępnością gotowych dań i półproduktów nie szukamy daleko jesli idzie o posiłek. W codziennym menu sięgamy zazwyczaj do wąskiej grupy dobrze znanych, sprawdzonych potraw, co niestety skutkuje pewną monotonią. W osłupienie zatem wprawić może czasem choćby ilość deserów, jakie można znaleźć w dawnych źródłach, czasem zaskakujących w swojej prostocie a jednak dziś nieco zapomnianych. Tymczasem wiele z nich bazuje na składnikach, które zawsze mamy pod ręka w kuchennych szafkach lub na produktach sezonowych. ![]()
Jednym z takich deserów, które dziś postanowiłam odkurzyć są śliwki – suszone albo jeszcze lepiej – świeże, smażone w cieście. Niby nic odkrywczego, a jednak ze świecą szukać kto ostatnio takie robił. Przeprowadzając mały wywiad wśród znajomych, choć na niektórych stołach pojawiają się regularnie smażone w cieście jabłka (dajcie znać jeśli komuś potrzeba na takie przepisu – w przedwojennych książkach znalazłam ze trzy różne receptury!), to o śliwkach w taki sposób potraktowanych mało kto słyszał. A szkoda, bo to bardzo smaczny, typowo jesienny deser, którym można uraczyć rodzinę zupełnie na poczekaniu dodatkowo wykorzystując ewentualne sezonowe nadwyżki owoców. Czymś bardzo nietypowym w tym przepisie jest dodatek wina do ciasta, w którym smażymy owoce. Zabieg przyznaję – dziwaczny, ale jakże smaczny! Wino zastąpić można oczywiście wodą, ale jego dodatek zgodnie z oryginalną recepturą naprawdę miło podkręca smak. Dajcie koniecznie znać czy jedliście kiedyś śliwki tak przygotowane!
Sprzedaż owoców i warzyw na Rynku w Toruniu, 1925
Takie śliwki najsmaczniejsze są jedzone jeszcze na ciepło – posypane cukrem pudrem lub polane ciepłym sosem waniliowym (przepis na taki znajdziecie choćby przy tym na leguminę z kaszki TUTAJ). Choć czas smażenia jest niedługi to jednak wystarczający by owoce cudownie zmiękły – dokładnie tak jak w cieście ze śliwkami. Choć tak przygotowany deser nie należy może do najpiękniejszych, zapewniam, że zasmakuje wszystkim amatorom jesiennych, domowych smaków.
- Ok 400 g śliwek (suszonych lub świeżych)
- 1 ½ szkl mąki
- 1 szkl białego wina
- 100 g masła
- 1/3 szkl cukru pudru
- 3 białka
- Cynamon
- Smalec lub olej do smażenia
- Z mąki odmierzyć połowę i razem z masłem zrumienić w rondelku. Zdjąć z ognia, dodać resztę mąki, cukier i cały czas mieszając – stopniowo dolewać wino tak by w cieście nie było grudek. Po uzyskaniu jednolitego ciasta (gęstszego niż ciasto naleśnikowe) odstawić do całkowitego wystudzenia. W tym czasie świeże śliwki umyć i pozbawić pestek. Najwygodniej jest owoce przekroić na pół ale można spróbować również i z całymi owocami. Białka ubić na sztywną pianę i delikatnie połączyć z resztą ciasta starając się jak najmniej uszkodzić jego strukturę.
- Na głebokiej patelni lub w rondelku o grubym dnie rozgrzać smalec lub olej. Polówki lub całe owoce obtaczać dokładnie w cieście i smażyć kilka minut z każdej strony aż nabiorą rumianego koloru. Podawać ciepłe, posypane cukrem pudrem lub z sosem waniliowym.
Śliwki można wydrylować i próbować smażyć całe. U mnie taki pomysł się nie sprawdził, bo ciasto z całej śliwki po prostu spływało. Przekrojone wpół w ogóle zresztą wygodniej się je!
![]()
Ciasto będzie nieco gęstsze niż takie na naleśniki. Grunt to mieszać na tyle zaciekle żeby nie było grudek.
![]()
![]()
Przy tym deserze trzeba kategorycznie wyzbyć się wszelkich skłonności do perfekcjonizmu! Śliwki nie wychodzą idealne, ale dodaje im to tylko domowego uroku! Smakują za to wybornie!
![]()
![]()
![]()
![]()
![]()
5 komentarzy
Agata
29 października, 2017 at 15:41Uwielbiam śliwki :) Z pewnością spróbuję tej nietypowej receptury, dziękuje :)
Monika
5 listopada, 2017 at 09:26Koniecznie! Trzymam kciuki żeby smakowały! :-) Pozdrawiam!
Anonim
14 stycznia, 2018 at 17:28Znam ten przepis po trochę inną nazwą, w którym w miejsce po pestce można włożyć migdał lub kawałek smażonej skórki pomarańczowej :)
Monika
15 stycznia, 2018 at 19:01Tak! Też się spotkałam z takim wariantem w jednej ze starych książek! Tzn. z wersją z migdałem w środku. Chociaż, ze skórką pomarańczową też musi być pysznie! <3
Pozdrawiam serdecznie!
Justyna
18 sierpnia, 2021 at 12:58Wiem, że od publikacji tego posta minęły już cztery lata, ale może ma Pani w archiwum te przepisy na jabłka? Mam o wiele za dużo jabłoni i powoli kończą mi się pomysły na to co zrobić z jabłkami :) Będę bardzo wdzięczna za inspiracje :)