5 Rozmowy o kuchni

W przedwojennej kuchni: wyposażenie i narzędzia kuchenne

kuchenny kredens

„Analizując całokształt życia domowego z punktu widzenia gospodarczej oszczędności, musimy stwierdzić, że do zaoszczędzenia czasu i sił, do utrzymania domu w porządku i czystości potrzeba nam technicznych pomocy. Potrzeba tem więcej, im bardziej zmuszone jesteśmy pracować same (…)”

Bluszcz. Społeczno-literacki ilustrowany tygodnik kobiecy, 1929

Czy wyposażenie kuchni może być swoistym znakiem czasów? Odzwierciedleniem panujących trendów, nastrojów i podejścia do gotowania? Myślę, że zdecydowanie tak i widać to szczególnie patrząc na to, czym kuchnia staje się współcześnie. Nie bez powodu przecież nazywa się ją „sercem domu”. To w kuchni przecież zazwyczaj odbywają się najfajniejsze rozmowy, nocne gotowanie przed Świętami, pichcenie w pośpiechu obiadu dla wygłodniałej po całym dniu rodziny i z drżącymi rękami – dekorowanie okazjonalnego tortu dla bliskiej osoby. To wszystko zamyka się w tym szczególnym pomieszczeniu w domu, a wiele o jego mieszkańcach dowiedzieć się można już z samej zawartości kuchennych szafek.

Podkusiło Was kiedyś żeby gotować w cudzej kuchni? Nie mam na myśli kuchni mamy, babci czy w ogóle takiej, którą znacie na wylot, ale gdzieś dajmy na to – u dalszej znajomej? No przecież to jest zupełnie druzgocące nerwy przeżycie! Nie mając rozeznania w podstawowym rozmieszczeniu sprzętów, sile grzania konkretnego piekarnika czy wyczucia patelni nawet względnie doświadczony człowiek staje się nagle zagubiony jak dziecko stawiające pierwsze, nieśmiałe kroki w swoich kuchennych poczynaniach. Odtwarzając stare receptury kulinarne często wyobrażałam sobie, jak wyglądać musiała też i sama kuchnia sprzed stu z górką lat, jakie kuchenne sprzęty były w codziennym użyciu bo same już czasem instrukcje wykonania dań potrafią przecież zaintrygować!

W dzisiejszym wpisie, dla odmiany od zapomnianych dań postanowiłam zatem zabrać Was w małą podróż w czasie by podejrzeć kilka zapomnianych elementów wyposażenia samej kuchni. Czy zniknęły z nich dzisiaj słusznie, czy jednak zasługują na uwagę? Co mówiły o paniach domu sprzed lat?

Kuchenny minimalizm czy kontrolowany chaos

Sterylnie białe, ewentualnie chromowane puste blaty na wysoki połysk to koncepcja kuchni, którą znaleźć możemy w niemal każdym współczesnym katalogu salonów meblowych i moja osobista wizja kuchni z koszmaru. Słowo daję, że w takiej przestrzeni pewnikiem prędzej nabawiłabym się rozstroju nerwowego niż upiekła puszysty, drożdżowy placek z owocami i kruszonką, czy przygotowała zupę koperkową. No nijak to do siebie nie pasuje. I choć żelazną zasadą jest, że w kuchni musi panować porządek i czystość, tak samo też w kuchni, prawdziwej kuchni – nie da się funkcjonować inaczej niż poruszając się w obszarze kontrolowanego, cudownie domowego, ale jednak – chaosu. Warzywa, zioła, kuchenne przybory, formy – to wszystko musi przecież znaleźć gdzieś swoje, nam samym najlepiej znane miejsce. Nie inaczej było też i kiedyś. Tym bardziej, że przecież w wielu domach przed wojną kuchnia pełniła funkcję dodatkowego pokoju, w którym nie tylko przygotowywano posiłki, odrabiano lekcje czy wykonywano prace domowe ale także – w nocy rozkładano dodatkowe łóżko. Naturalnie w zamożniejszych domach sytuacja wyglądała zgoła inaczej i podobnie jak w starych majątkach – kuchnia znajdowała się w zupełnie oddzielnej części domu czy skrzydle. Tam, gdzie była jeszcze pomoc domowa czy służba – często z zupełnie oddzielnym wejściem. Tym, co jednak zawsze widzę w wyobraźni – czy to w kuchni mniej czy bardziej zamożnej rodziny, to miły, codzienny gwar kobiecej krzątaniny. Zwłaszcza, że w odróżnieniu od dzisiejszych standardów – posiłki były przecież o wiele bardziej urozmaicone, ale też – czasochłonne. Brak powszechnie dla nas dzisiaj dostępnych udogodnień w postaci blenderów, kuchenek mikrofalowych czy nawet lodówek wymuszał korzystanie w kuchni z całej gamy przyrządów pozwalających na przygotowywanie wciąż jeszcze przecież w tamtym czasie – kilkudaniowych posiłków. 

Choć część pań domu korzystała jeszcze z pomocy kuchennych, coraz więcej kobiet musiało same podjąć się pracy zarobkowej jednocześnie nie zmieniając drastycznie standardów żywieniowych rodziny. Kluczem do tego, wedle wszystkich felietonów tematycznych i podręczników tamtego okresu było naturalnie – zakasanie rękawów i dobra organizacja zadań w czasie. Zmiany jednak, które zaszły w tej domowej codzienności i zwiększone tempo życia nie pozostały bez wpływu na samą kuchnię. Tradycyjne, XIX-wieczne receptury na wiele potraw uległy uproszczeniu, niektóre co bardziej wymyślne czy drogie składniki gospodarne panie domu zastępowały dostępniejszymi odpowiednikami. Z coraz większą ciekawością zerkano też na technologiczne nowinki i gadżety, które pozwolić miały wyrwać choć trochę czasu z zabieganego harmonogramu dnia polskiej kobiety. 

Chłodzenie i grzanie 

Największą rewolucją jeśli chodzi o gotowanie i wyposażenie kuchni wywołało wprowadzenie na rynek dwóch, tak przecież oczywistych dla nas dzisiaj urządzeń – lodowni i kuchenki gazowej, choć zwłaszcza tej pierwszej nie można z pewnością nazwać czymś powszechnym w tamtym okresie, a raczej dobrem luksusowym. Choć na rynku dostępne były te przypominające dzisiejsze, elektryczne lodówki, takie modele w niebotycznych cenach w Europie miały rozpowszechnić się dopiero po wojnie. Ich odpowiednikiem były wykładane podwójną, izolującą warstwą szafki, które wypełniało się lodem pozyskiwanym wówczas z miejskich lub prywatnych lodowni, naturalnie – po zakupieniu stosownego miesięcznego abonamentu. Dla odpływu wody, taka szafeczka miała specjalny kranik, co widać na zdjęciu poniżej. Jak nietrudno sobie wyobrazić, ten wynalazek był dla domowej kuchni zupełnie rewolucyjny – pozwalał na dużo dłuższe przechowywanie żywności w domu, ale również dawał możliwość uraczenia się latem zimnym napojem czy schłodzonym deserem co do tej pory było luksusem dostępnym głównie w położonych poza miastem majątkach, wyposażonych we własne lodownie.

Stoisko fabryki lodowni „Ideał” na targach w Katowicach

Drugą, chyba nawet bardziej rewolucyjną nowinką było wprowadzenie kuchni gazowych. W ślad za stopniowym wprowadzaniem w XIX wieku oświetlenia gazowego na ulicach, to samo „paliwo” zaczęto coraz powszechniej stosować i w domowych kuchniach. Ich wprowadzenie nie obyło się jednak bez znacznych trudności – nikt za bardzo nie wiedział jak na nich gotować, a na porządku dziennym były wywoływane nieumyślnie przy och użyciu – pożary. W prasie z tamtego okresu znaleźć można wiele ogłoszeń dotyczących organizowanych przez miasta kursów rzeczonego „gotowania na gazie”. 

kuchnia przedwojenna

Kurs gospodarstwa domowego w Warszawie

Zapomniane sprzęty, zapomniane smaki

Ze względu na to, jak zróżnicowane były posiłki w początkach XX wieku, do ich przygotowania potrzebna była naturalnie cała gama kuchennych narzędzi i akcesoriów. Pamiętajmy, że na rynku nie były dostępne jak dziś – gotowe półprodukty, a żywność wykorzystywano sezonowo. Do prowadzenia domu niezbędne zatem było nie tylko codzienne gotowanie, sprawunki, ale także – przygotowywanie stosownych zapasów.  

„W codziennym naszem życiu oprócz kanalizacji, wodociągów i gazu, ogromną rolę gra elektryczność, z której korzystamy często na wsi i w miasteczkach. (…) Mamy do tego wspaniałe, wchłaniające odkurzacze elektryczne, które czyszczą meble, dywany, odkurzają ściany, firanki i sztukaterje lub starannie zamiatają. Dalej idą mądre froterki elektryczne, które nadają śliczny połysk naszym posadzkom. Pracuje się niemi przemile, lekko i czysto. (…) Mamy dalej precyzyjne imbryki i garnki elektryczne, żelazka do prasowania, przyrządy do grzania karbówek, pralnie, suszarnie i magle, maszyny do szycia, kompresy i cuda – chłodnie, wytwarzające własny lód i zapobiegające psuciu się produktów spożywczych i więdnieniu kwiatów. Jest co podziwiać, czego pożądać i czem się wyręczać! (…)

Ale myliłby się ten, ktoby sądził, że technika udoskonala tylko te wynalazki, które służą wybrańcom losu, mającym gaz lub elektryczność. Istnieje cały szereg przyrządów ulepszonych, nie wymagających gazu, ni prądu. Różne mechaniczne pralnie, wyżymaczki, szczotki o wielorakich kształtach, garnki, nie wymagające „pucowania” ani bielenia (jak dawna miedź), maszynki do mielenia mięsa i krajania. Dalej przyrządy do zwijania mięsa, kapusty, rolady. Noże nierdzewiejące, które po założeniu odpowiednich przyborów, szatkują, obierają, lub zwykły burak zmieniają w piękną różę. Oprócz tego – higjeniczne filtry do wody, które mają wartość nawet tam, gdzie są wodociągi, albowiem zmiękczają wodę i zapobiegają tworzeniu się osadu na naczyniach. (…)

Każda oszczędna pani domu, rozumiejąca wartość czasu i sił, w interesie własnym powinna znać te ulepszenia i nabywać je w miarę możliwości, zapoznając się ze sposobem ich użycia i utrzymując je troskliwie w porządku”. Pani nabywać powinna wszystko w dobrym gatunku, poznać źródła zakupów, nigdy nie dać się namówić na rzeczy wybrakowane, unikać wszystkiego, co może być podrabiane i wszelkich namiastek. W przeciwnym razie oszczędność jej będzie krótkowzroczna (…)”

Bluszcz. Społeczno-literacki ilustrowany tygodnik kobiecy, 1929

Poniżej zobaczycie kilka elementów podstawowego, a dziś nieco już nietypowego wyposażenia kuchni sprzed lat. Tym, co zwraca szczególną uwagę jest dekoracyjność foremek, nam dzisiaj kojarząca się chyba bardziej z odświętną uroczystością, niż z codziennym obiadem. W tej prawidłowości w moim odczuciu zamknięta jest też magia kuchni przedwojennej – w tej szczególnej trosce o rolę wspólnego czasu przy stole, staranność nakrycia i doboru potraw – niekoniecznie przecież specjalnie wyszukanych czy kosztownych. Czas i codzienna praca kolejnych pokoleń kobiet skupiona na budowaniu rodziny i najpiękniejszych wspomnień tam, gdzie przychodzi to najłatwiej – przy wspólnym stole.

 

Ozdobne formy do tężejących kremów, auszpików i galaret

 

Maszynki do mielenia – pierwsza – mięsa, druga – bułki i tak powszechnie używanych w kuchni przedwojennej, nie tylko polskiej – mielonych migdałów. Ten akurat wynalazek stanowił niewątpliwe udogodnienie dla pań domu, gdyż w starszych książkach kucharskich, jeszcze z XIX wieku zalecano tłuczenie ich w moździerzu, na którą to czynność polecano przeznaczyć około godziny czasu 

 

 

Formy do gotowania budyniów, takich prawdziwych – jak sprzed wojny a dziś już niemal zupełnie zapomnianych. Powstawały one na bazie ubitej piany z białek i dowolnych – słodkich lub wytrawnych dodatków gotowanych w specjalnej, zamykanej formie lub w serwecie w garnku wypełnionym wodą „na dwa palce”. Ta specyficzna technika pozwala na uzyskanie lekkiej, puszystej tekstury dania i wydobyciu całej gamy smaków. Najpopularniejszą ich formą były budynie gotowane z wykorzystaniem jarzyn. Podane w tak ozdobnej formie z sosem stanowiły podawaną odrębnie część posiłku.

 

Sito do fasowania pasztetów i innych składników wymagających starannego przetarcia…

 

… oraz ozdobne formy do pasztetów pozwalające na ich efektowne podanie.

 

 

A dla ochłody w ciepłe dni – maszynka do kręcenia lodów popularnej kiedyś firmy Shepard’s Lightning, oraz forma do zamrażania deserów lodowych zwanych bomby, lub plombiery.

 

 

Po kolejne przepisy na część z tych zapomnianych smaków zaglądajcie tu do mnie koniecznie, a tymczasem napiszcie proszę jakie są dla Was urządzenia w kuchni, bez których nie wyobrażacie sobie dziś gotowania!

 

Mogą zainteresować Cię również

5 komentarzy

  • Reply
    Kamila
    Lipiec 10, 2018 at 11:16

    Oooo! Zawsze to człowiek się czegoś nowego dowie :) Bardzo lubię artykuły tego typu :) Pozdrawiam!

  • Reply
    Teresa
    Lipiec 20, 2018 at 11:30

    Odkryłam ten bolg. Natychmiast zamówiłam książkę – na pewno w weekend upiekę figasa i już się nie mogę doczekać smaku kruchych ciasteczek z kruszonką. Wykonuje Pani super robotę. jestem pod bardzo dużym wrażeniem.
    Mam w domu książkę kucharską – po Mamie – przedwojenny kurs dla panienek z dobrego domu , przygotowujący do żywienia rodziny – Mama już niestety nieżyjąca była z rocznika 1912 .
    Niestety jest nie we współczesnych miarach, ale lektura ciekawa. Książka kucharska była dla Mamy również podręcznym notatnikiem ważnych dat i wydarzeń. I takie zapiski tam są.
    W nawiązaniu do posta – kilka chwil wspomnień – dla tamtego przedwojennego pokolenia skok cywilizacyjny był rzeczywiście odmierzany m. innymi dostępnością w kuchni coraz to innych urządzeń , narzędzi do gotowania .
    Moja Mam przeszła w tym zakresie niezłą rewolucję – od kuchni węglowej, potem tzw. westfalki(chyba tak się to pisze) potem kuchenka gazowa. Pamiętam odkrycie kuchenki mokrofalowej, czajnika elektrycznego itp.
    Kto by przypuszczał, że teraz dla mnie jednym z ważniejszych urządzeń w domu jest wolnowar. Urządzenie super.
    Kuchnie mam b. wygodną i wyposażoną nieźle . Lubimy biesiadować – czy to w gronie rodzinnym czy z przyjaciółmi.
    Lubię gadżety – jak choćby metalowe obrączki dzięki którym można pięknie podać ryż czy pure w zgrabnej postaci. Uwielbiam swój kupiony bodajże w Belgii uchwyt do trzymania łyżki na garnkiem – nie kapie i się nie rozgrzewa, a jest pod ręką. Nasz syn mówi że jesteśmy przypadkiem osób, które mają urządzenia do wszystkiego – począwszy od maszynki do mielenia gałki (każdy kto to próbował zrobić bez urządzenia wie jakie to przydatne) po urządzenie do su vide. Mam np. całą szufladę rozmaitej wielkości sitek i durszlaków oraz lejków.
    I nie umiem określić bez czego nie mogłabym się obyć. Nie urządzenia są ważne, ale osoby dla których się gotuje, piecze ….Potrzebny jest czas i dużo, dużo miłości…
    Widziałam na pustyni Arba, który przygotował dla 12 chyba osób pełny posiłek posługując się tylko kilkoma drewienkami i denkiem od blaszanej beczki. Ugotował ryz, upiekł kurczaki i zagotował wodę na herbatę, a potem upiekł podpłomyki, które podał z miodem na deser.
    Pozdrawiam wszystkich lubiących kuchnię i gotowanie.

  • Reply
    Małgosia
    Sierpień 2, 2018 at 22:30

    Bardzo interesujący artykuł. Jestem w stanie zamknąć oczy i wyobrazić sobie taką przedwojenną kuchnię. Przyznam szczerze, że czasem zastanawiam się, czy żyjac 100 albo i 200 lat temu poradziłabym sobie. Kiedy przeniosłabym się tak w czasie :) Wiem dziwne, ale jestem odwieczną niepoprawną marzycielką. Pamiętam piec chlebowy mojej babci, pamiętam ” słomianki”, w których to piekła chleb, ale smaku prawdziwego babcinego chleba nie pamiętam… Moja kuchnia pełna jest… w zasadzie wszystkiego. Kocham ten kontrolowany ( czasem i niekontrolowany, kiedy pomagają mi dzieci ;) rozgardiasz. I wszystko w niej jest, i zapach potraw, i miłość i śmiech…I bez tego nie umiałabym się obejść. Bez małych rączek, które rozsypują mi mąkę, bez dokazywania i dopytywania „kiedy będzie?”…

  • Reply
    Hitpol
    Sierpień 23, 2018 at 06:20

    Jakie to wszystko ciekawe! Taka podróż do przeszłości zawsze budzi emocje i wywołuje sentyment :) Świetny artykuł!

  • Reply
    CookUp
    Wrzesień 2, 2018 at 13:35

    Twój blog jest niesamowity! :) Puste, minimalistyczne kuchnie pięknie wyglądają w katalogach, ale w domu te wszystkie drobne dodatki, świeże zioła, butelki z oliwą i akcesoria dodają kuchni ciepłej atmosfery. I z wielką chęcią przyrządzilibyśmy coś smacznego, wykorzystując takie sprzęty! :)

  • Dodaj komentarz

    This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.