4 Dania główne/ Dania jarskie/ Dania mączne

Przepis na pierogi z wiśniami z 1895 roku i o pewnym siostrzanym sporze

pierogi z wiśniami

Niezależnie od tego czy lato faktycznie widać za oknem czy nie, człowiek i tak kierowany chyba tylko siłą przyzwyczajenia, aż nogami przebiera na typowo letnie, wakacyjne smaki. I tak jak największym koszmarem pozostaje dla mnie koncepcja zupy owocowej, tak pierogi czy kluski z owocami i śmietaną to już zupełnie inna historia. Te mogłabym jeść latem codziennie, choć zdecydowanie od codziennego ich lepienia jasny szlag prędzej by mnie z pewnością trafił. Moje ulubione to te z jagodami, ale od niedawna – również wiśniowe. Od niedawna, bo w moim domu rodzinnym takich akurat sie nie jadło, a przepis odkryłam dopiero w jednym z podręczników kucharskich z końca XIX wieku. Wiśnie uwielbiam, pierogi uwielbiam – no musiałam przecież spróbować!

Ciężko mówić zresztą w wypadku tego dania o konkretnym przepisie – nie od dziś wiadomo, że pierogi nie dość, że robi się na oko, to nadziać można je właściwie wszystkim a i tak zawsze wszyscy zjedzą ze smakiem. Najbardziej kontrowersyjną częścią receptury jest oczywiscie ciasto na pierogi. Wchodzimy tu bowiem w obszar odwiecznego sporu – z jajkiem, czy bez? Jak Wy robicie?

Sama robię pierogi i tak i tak nie robiąc z tego większej filozofii a zwyczajnie uzależniając decyzję od tego, ile mam w domu akurat jajek i jakie dla nich obmyśliłam przeznaczenie. Jeśli w końcu robię pierogi, zazwyczaj oznacza to ni mniej ni wiecej a tyle, że mam czas i nastrój na gotowanie a w takim wypadku oprócz pierogów z pewnością robią się w kuchni jeszcze inne rzeczy. Niech sobie w ogóle każdy robi takie ciasto jak lubi i jak uważa i nic nikomu do tego. Ponieważ ten przepis znalazłam w przedwojennej książce, poszłam za zaleceniami z większości publikacji z tego okresu, które wyraźnie czarno na białym nakazują robić ciasto z jajkiem i kropka.

Znam jednak jedną historię, kiedy spór o skład ciasta pierogowego omal nie spowodował zamknięcia, i to jeszcze przed oficjalnym otwarciem, jednej w warszawskich gastronomii! Za taki biznes bowiem wzięły się kiedyś dwie siostry, które w spadku po jakimś bogatym wuju otrzymały do podziału niewielki, wcześniej wynajmowany pod barek pracowniczy lokal. Rezolutnie postanowiły niczego nie dzielić, wymówić umowę najmu i za prowadzenie interesu zabrać się same. W końcu gotować umiały lepiej niż dotychczasowy właściciel, co chóralnie orzekły po przeprowadzeniu z ukrycia próby smaku!

Jak pomyślały tak zrobiły i wszystko w kilka miesięcy pozałatwiały oraz w najmniejszych detalach ustaliły co, za ile i w jaki sposób. Uwinęły się z tym zresztą tak sprawnie, że nawet małżonkowie pań oczy przecierali z niedowierzania na najwidoczniej wrodzoną smykałkę żon do interesów. Na trzy dni przed otwarciem rozpoczęło się wielkie gotowanie. I to tak pełną parą – siostry praktycznie z lokalu nie wychodziły, wszystko przecież musiało być na tip top! Szło im to wszystko wyśmienicie, aż doszło do nieszczęsnych pierogów. Miał być ich bowiem w lokalu cały przekrój, dostępne na miejscu i do zapakowania na wynos. Aż tu nagle katastrofa, bo przez jedną matkę karmione i odchowane siostry nie mogły dojść do porozumienia, czy jajko mama dodawała czy nie! Tak się obie w swoich racjach zapiekły, że nie odzywając się do siebie inaczej niż z ewidentną żądzą uduszenia jedna drugiej zaczęły wydzwaniać po całej rodzinie próbując udowodnić drugiej stronie, że swoje pierogi całe życie robiła źle. Zweryfikować u źródła niestety nie mogły, gdyż matka zmarła dobrych -naście lat wcześniej. Najgorsze, że reszta familii w dyskusję się szybko wciągnęła zajmując konkretne, ale całkowicie sprzeczne stanowiska. Zajęte wzajemną zwadą, wykrzykiwały już jedna przez drugą, że z takiej spółki nic nie będzie i na tym pewnie cały biznes by sie już zakończył, gdyby nie mężowie. Gdy rozeźlone jak osy poszły tej nocy każda do swojego domu, ci przemówili im chyba do rozsądku, bo nastepnego dnia zdecydowały się ostatecznie pójść na kompromis. W rodzinie rozeszła się potem bardziej romantyczna wersja wydarzeń, w której to rzekomo obu siostrom przyśniła się tej nocy mama co obie poczytały jako przestrogę przed dalszą kontynuacją siostrzanej waśni. Jak było naprawdę, nie wiem. W każdym razie od tamtej pory pierogi robiły wymiennie – z jajkiem a potem bez jajka, odznaczając to skrupulatnie na specjalnie w tym celu stworzonej tablicy. Oficjalnie do dyskusji już więcej nie wracały, jednak jeszcze lata później wszelkie pochwały klientów barku każda z sióstr poczytywała za oczywiste przyznanie wyższości jej metodzie wyrobu.

Na jakąkolwiek wersję Wy się nie zdecydujecie, sęk i tak w tym żeby ciasto przed wałkowaniem dobrze wygnieść, wygrzać i oczywiscie – użyć również do zagniatania ciepłej wody. Człowiek potrzebuje ciepełka żeby się ruszyć, co dopiero takie ciasto! Mówiąc o wygrzaniu, doprecyzuję żeby go jeszcze jakaś niewprawiona dusza nie włożyła z dobrymi chęciami do pieca. Otóż gdy gotuje mi się powoli woda na pierogi, na chwilę zazwyczaj stawiam na garnku miskę. Gdy jest ciepła, zdejmuję ją, wkładam ciasto i przykrywam ściereczką a w tym czasie sama szykuję farsz. Tak przygotowane ciasto wychodzi cudownie elastyczne i po prostu takie w sam raz.

                Jest coś takiego w tradycyjnych smakach, że gdzieś je człowiek ma chyba schowane w świadomości.. Choć nigdy takich z wiśniami wcześniej nie jadłam to jeszcze parujące, polane śmietaną z cukrem od razu wywołały jak najlepsze, domowe skojarzenia. Polecam!

Pierogi z wiśniami
Write a review
Drukuj
Składniki
  1. ok. 300 g mąki, pół szkl. ciepłej wody, 1 jajko (opcjonalnie), wiśnie do polania: cukier, śmietana
Wykonanie
  1. Z mąki, jajka i ciepłej wody zagnieść elastyczne ciasto. Dobrze wyrobić w razie potrzeby podsypując dodatkowo mąką lub uzupełniając wodą. Odłożyć do miski przykryte ściereczką na co najmniej 15 minut. W tym czasie wstawić w szerokim garnku do gotowania osoloną wodę.
  2. Wiśnie wydrylować i sparzyć gorącą wodą. Odłożyć też kilka przekrojonych na pół lub całych do dekoracji.
  3. Ciasto cienko rozwałkować, wykrawać krążki i w każdy nakładać po dwie wiśnie. Dokładnie zlepić boki, gdyż owoce w gotowaniu puszczą trochę soku.
  4. Got owe pierogi wrzucać na wrzącą wodę i gotować 2-3 minuty od momentu wypłynięcia. Wyjmować ostrożnie łyżką cedzakową i podawać gorące polane śmietaną ukręconą z cukrem.
http://www.kuchennykredens.pl/
Ponieważ jeszcze nie dorobiłam się drylownicy, a zresztą nie przepadam w ogóle za takimi „wynalazkami”, do usuwania pestek korzystam tradycyjnie – ze szklanej butelki z wąskim gwintem, na której układam owoce i „wybijam” do butelki pestkę. Dodatkowo część wiśni dzielę na połówki i takimi mniejszymi kawałkami dekoruję (słowo użyte zdecydowanie na wyrost!) talerz, a dodatkowo czasem dopełniam też pierogi.

pierogi z wiśniami

To może oznaczać tylko jedno:

pierogi z wiśniami

pierogi z wiśniami

pierogi z wiśniami

No lato na talerzu!

pierogi z wiśniami

pierogi z wiśniami

Mogą zainteresować Cię również

4 komentarze

  • Reply
    Olga P
    Sierpień 3, 2017 at 18:25

    Ja też zawsze robię z jajkiem tak jak mnie jeszcze prababcia uczyła. A o pierogach z wiśniami tylko słyszałam, czas spróbować!

  • Reply
    Marek
    Sierpień 3, 2017 at 21:44

    Wspaniale wyglądają. Można zgłodnieć =)

  • Reply
    Kasia
    Sierpień 7, 2017 at 09:11

    Pysznie i pięknie wyglądają. Muszę koniecznie je zrobić w weekend Pozdrawiam serdecznie.
    https://www.buzzfeed.com/sokowefantazje

  • Reply
    Zetka
    Sierpień 10, 2017 at 16:55

    Wyglądają mega apetycznie a ja szczególnie uwielbiam pierogi.

  • Dodaj komentarz